Koło podbiegunowe – jak dotrzeć, co jeść, gdzie spać

Czym jechać, co jeść, gdzie nocować. I jak nie wydać na to wszystko majątku :). Po czym rozpoznać, że zaraz na drogę wyskoczy renifer i dlaczego opłaca się żywić żelkami. Oto pierwsza część informacji, które przydadzą Ci się podczas planowania wybycia do Laponii.

 


Tu nocowaliśmy :).
 

CZYM JECHAĆ?

Do Parku Narodowego Abisko, na którego terenie rozpoczyna się malownicza trasa Kungsleden (King’s Trail), możesz dotrzeć na kilka sposobów – w zależności od tego, jak wiele miejsc chcesz zobaczyć po drodze i… jak zasobny jest Twój portfel. Punktem wyjścia dla większości tras jest Sztokholm, do którego zabiorą Cię tanie linie lotnicze. Za tę przyjemność zapłacisz ok. 100-200 zł w jedną stronę.

Podróż pociągiem

Skusiłam się na nią podczas swojej pierwszej podróży 4 lata temu (2014 rok) i bardzo ją polecam. To dobre połączenie stosunkowo niskiej ceny z komfortowym i dość szybkim dotarciem do celu. Podróż trwała 17 godzin. Zaczęła się wieczorem na stacji Stockholm Central, a skończyła nazajutrz na Abisko touriststation. W cenie do dyspozycji miałam kuszetkę i wrzątek w wagonie restauracyjnym. Za bilet zapłaciłam 890 koron, czyli ok. 350 zł. Cena pojedynczego przejazdu w sezonie letnim z kuszetką (berth in couchette/sleeping car) zwykle startuje od 690 koron (ok. 280 zł), ale trafiają się też oferty za ok. 200 zł. Za to ceny za przejazd w październiku zaczynają się już od 400 koron, czyli ok. 160 zł. Tylko… Zastanów się dobrze, czy chcesz odwiedzić koło podbiegunowe jesienią – już latem maksymalna temperatura w ciągu dnia to 14 stopni Celsjusza, a nocą schodzi do 3 i można nieźle zmarznąć ;). Co ciekawe, cena za kuszetkę często jest niższa niż cena za zwykłe miejsce siedzące!

Bilety kupisz za pośrednictwem tej strony internetowej.

Plusy: Wyśpisz się przed wędrówką. Poznasz bezszelestną szwedzką kolej ;). W wagonie restauracyjnym bez problemu dostaniesz bezpłatnie wrzątek. Możesz upolować bilety w bardzo dobrej cenie, nawet 200 zł w jedną stronę. Docierasz prosto do celu podróży – zaraz po wyjściu z pociągu możesz ruszać w trasę.

 

W 2014 roku podczas podróży naszedł nas głód. A że wyjazd był niskobudżetowy, na podorędziu mieliśmy zupki chińskie. W wagonie restauracyjnym kelner bez problemu wydał nam bezpłatny wrzątek. Rozejrzeliśmy się, gdzie tutaj przycupnąć… I jakaś kobieta zaprosiła nas do stolika.
Musieliśmy wyglądać zabawnie – my, traperzy mieszający energicznie w menażkach aromatyczną pomidorową z proszku i ona, elegancka kobietka w garsonce sącząca czerwone wino. Opowiedziała nam, że wraca właśnie z konferencji poświęconej tematyce odbierania dzieci rodzicom; że w Szwecji rodzice nie otaczający dzieci wystarczającą opieką są wysyłani na specjalne kursy dokształcające; że dzięki tym kursom odsetek dzieci zabieranych rodzicom w ostatnich latach znacznie się zmniejszył.

 

Minusy: Pociąg zawiedzie Cię prosto do celu, więc zwiedzisz niewielką część kraju. Przez cały czas będziesz nosić ze sobą cały dobytek – jeżeli zdecydujesz się np. na zabranie jedzenia na 10 dni, namiotu, śpiwora, gazu i innych utensyliów, to plecak może okazać się bardzo ciężki.

 

 

Podróż wypożyczonym samochodem

W tym roku (2018) zdecydowaliśmy się na podróż samochodem. Była nas czwórka, więc koszty wynajmu można było rozdzielić. Wynajęcie dużego kombi na 10 dni kosztowało nas w sumie 1600 zł, ale ceny mniejszych samochodów startują już od 1000 zł. Pamiętaj też o opłacie za paliwo – w wakacje 2018 litr benzyny kosztował 15,91 korony (6,4 zł). Podczas naszej podróży na koło podbiegunowe i z powrotem przebyliśmy 3000 km; za paliwo zapłaciliśmy w sumie 2849 koron, czyli ok. 1140 zł. Auto wynajęliśmy w działającej w wielu krajach firmie Europcar. Do tego dokupiliśmy zewnętrze ubezpieczenie w firmie, w której robimy to od lat i o której pisałam np. tutaj. Dojechaliśmy autem do Abisko, gdzie zaparkowaliśmy je na kilka dni i ruszyliśmy w teren.

Plusy: Możesz zatrzymać się w dowolnym miejscu o dowolnej porze, zwiedzić miasto, wąwóz, brzeg morza, zanocować gdzie Cię fantazja poniesie. Możesz też zdecydować się na większy bagaż, który na czas wędrówki zostawisz w samochodzie, biorąc ze sobą wszystko to, co będzie potrzebne przez np. 5 dni wędrówki. W Abisko bez problemu znajdziesz bezpłatne parkingi, na których auto może stać przez parę dni.

Minusy: Po pierwsze, ktoś musi być kierowcą. A droga na koło podbiegunowe bez zatrzymywania się na trasie zajmuje 15 godzin w jedną stronę. U nas kierownicę dzielnie dzierżył Luk, zapalony automobilista; mnie prowadzenie dostało się na raptem jakieś 3 godziny. Po drugie, koszty podróży będą wyższe niż przy przejeździe pociągiem (chociaż niższe niż przy kilku przejazdach busami). I po trzecie: co prawda możesz zatrzymywać się w wielu miejscach, ale… Szwecja nie jest zbyt fascynującym krajem. Mówię to z bólem, bo świruję na punkcie Skandynawii, ale w moim odczuciu jej urok zasadza się przede wszystkim na uczciwości obywateli i pięknie natury. Domki stawiają niebrzydkie, ale wszędzie takie same. Przez całą podróż trafiliśmy na pojedyncze miejsca, których odwiedzenie szczerze polecam: Luleo, Jokmokk, Falun… Które zresztą opiszę w następnych wpisach, więc sam(a) ocenisz, czy warto ;).

 

 

Jestem niedzielnym kierowcą. Prowadzenie auta na terenie Szwecji uznałam za fenomenalną okazję, by poćwiczyć swoje umiejętności. Było nieźle, ale naturalnie nie mogło obejść się bez ofiar – w kraju pustych dróg i o liczebności 4 razy mniejszej niż Polska musiałam zafundować samochodowi rysę :P. Nieduża, prawie niewidoczna, no ale jest. Zdając auto w siedzibie Europcar mogliśmy po prostu oddać kluczyki i czekać na korespondencję informującą, czy wszystko jest w porządku. Postanowiliśmy jednak poczekać cierpliwie, aż chłopak przyjmujący kluczyki obejrzy z nami samochód i oceni rozmiary (oraz koszt naprawy) szkody. Dobrze mieć ubezpieczenie!
Chłopak był wyluzowany, obejrzał auto z każdej strony, przejechał palcami po rysie.
– Nieduża. Nie powinno być problemu – zastanawiał się. A potem nagle zrobił wielkie oczy.
– Co to? – wyjąkał. Naprzeciwko naszego samochodu stał inny. Tej samej firmy. Ze skasowaną prawą stroną. Chłopak obszedł goi obejrzał z uwagą.
– No, TUTAJ to będzie potrzebna naprawa – stwierdził. – Tak z 50 tysięcy.
Nasza centymetrowa rysa przestała być jakimkolwiek problemem.

 

– Co się dzieje? – zdziwił się Luk. Kierowca jadący z naprzeciwka mignął długimi światłami. – Kontrola jest? Radar jakiś?
Jak się okazało chwilę później, gdy spotkaliśmy na drodze… renifera – szwedzcy kierowcy w taki właśnie sposób ostrzegają się wzajemnie, że zwierzę weszło na asfalt. Od tej chwili gdy tylko jadący z naprzeciwka samochód mignął światłami, łapaliśmy aparaty i czekaliśmy na bliski spotkanie z naturą :).

 

W punkcie informacyjnym dostaliśmy mapę. Niezwykłą mapę. Zostały na niej zaznaczone wszystkie nieczynne drogi, a w tabeli obok umieszczono precyzyjne informacje, KIEDY i KTÓRA droga będzie remontowana w ciągu najbliższych dwóch lat. Możesz zaplanować przyszłoroczną podróż, mając dostęp do informacji, czy interesująca Cię trasa będzie wtedy dostępna. Świetne rozwiązanie!

 

 

Podróż własnym samochodem

Dla osób mieszkających nad morzem to może być opcja warta rozważenia. Dla nas odpadła już w przedbiegach – męczyła nas sama myśl o dodatkowych kilku godzinach jazdy na terenie Polski, by dotrzeć do Gdyni. Cena zabrania auta na prom do Karlskrony to minimum 660 zł (ze Świnoujścia) i ok. 1100 zł (z Gdyni). W jedną stronę. Namiary na promy znajdziesz na przykład tutaj i tutaj.

Plusy: Em… Prowadzisz własne auto?

Minusy: Płacisz za tę radość co najmniej tyle, ile wyniesie Cię wynajem auta w Szwecji. Dodatkowo w razie ewentualnych wypadków możesz mieć problem z lokalną policją czy ze swoim ubezpieczycielem. W przypadku auta wynajętego na miejscu – po prostu sygnalizujesz problem wypożyczalni, która powinna jak najszybciej go rozwiązać. Jeżeli Europcar nie zrobi tego w ciągu 45 minut, funduje Ci auto na jeden dzień :).

Autostop

Na koło podbiegunowe dotrzesz także autostopem. Jechałam tak 4 lata temu w drugą stronę, z koła ku Sztokholmowi, i ludzie bardzo chętnie zatrzymywali się przy drodze, by nas gdzieś podrzucić.

Plusy: Podróż autostopem może dostarczyć Ci niezapomnianych wrażeń – nawiążesz znajomości i dowiesz się wielu lokalnych ciekawostek. Wystarczy znajomość języka angielskiego – w Szwecji niemal wszyscy się nim posługują.
Minusy: Jeżeli masz napięty grafik i musisz trzymać się terminów, to ten sposób podróżowania może okazać się trochę problematyczny. Zdajesz się na szczęście, więc możesz np. spóźnić się na samolot.

 

Krótki poradnik autostopowicza na bazie doświadczeń własnych:
1. Przygotuj się ne ekstremalne doznania. Chociaż w Szwecji wystarczy przekroczyć prędkość o 20 km/h, by ryzykować odebraniem prawa jazdy, to Szwedzi często gazują i jeżdżą na pewniaka. Wciąż mam w pamięci kobietkę ze 130 km/h na liczniku głaszczącą jednocześnie kota siedzącego na siedzeniu pasażera. I kierowcę ciężarówki, przy którym modliłam się, byśmy nie spadli do rowu, gdy ten ględził radośnie:
– O, a na tej trasie był kiedyś wypadek… Ciało znaleźli 2 lata później…
2. Wyglądaj na zmęczonego. NIGDY nie złapałam auta, karnie stojąc z kartką i czekając grzecznie na transport. Za to gdy poddawałam się i zrobiłam pierwszych 5 kroków z wyrazem zawodu i wycieńczenia na twarzy – samochody natychmiast zaczynały się przy mnie zatrzymywać.

 

 

Autobus

Najważniejsza kwestia: nie udało nam się znaleźć żadnego bezpośredniego połączenia z południa kraju do Abisko. Możesz za to pojechać z przesiadkami. Jeden autobus rusza ze Stockholm Cityterminalen do Umea. Kolejny z Umea do Lulea. Następny z Lulea do Kiruna. A potem z Kiruny do Abisko i już możesz startować z podróżą ;). Przejazd na jednym odcinku to 90-280 zł, a podróż w sumie trwa 20 h, w tym 2 h przesiadek.
Więcej informacji znajdziesz na stronach Y-buss i Lanstrafiken.

Plusy: Możliwość zwiedzenia kilku miast bez męczenia się jako kierowca.

Minusy: Długi czas podróży, konieczność taszczenia ze sobą bagażu, możliwy wysoki koszt.

Samolot

Wysiadając na stacji Arlanda norra stadio (Arlanda North Station) dotrzesz na lotnisko, skąd w 1,5 godziny dolecisz do Kiruny. Taka przyjemność kosztuje 230-1100 zł, a połączenia znajdziesz na Norwegian Air Shuttle lub SAS.

Plusy: Krótka podróż. Jeżeli Ci się poszczęści, możesz znaleźć bilety w dobrej cenie.

Minusy: Jeżeli Ci się nie poszczęści i jeżeli masz duży (lub ciężki) bagaż, cena może okazać się wysoka. No i omija Cię zwiedzanie kraju.

 

 

JEDZENIE

Czy warto zabierać je ze sobą? Odpowiedź może cię zaskoczyć – nie do końca. Ceny w Szwecji są często 2-3 razy wyższe od polskich. Ale nie zawsze! Napój energetyczny (paliwo dla kierowcy) kupisz za 2 zł, żelki już od 3 zł/kg (Szwedzi mają świra na ich punkcie! Znajdziesz je w każdym sklepie, nawet na stacji benzynowej – odpowiednio droższe), a Luk widział kilogramowy kawał boczku za 25 zł. Zajrzeliśmy też do sklepu w schronisku na trasie Kungsleden – ceny były klasycznie ok. 2-3 razy droższe od polskich. Z taką przebitką ma się do czynienia i w polskich Tatrach.

Zabraliśmy ze sobą 32 kg jedzenia. Serio. Cały dodatkowy bagaż poszedł na ryże, zupki, owsianki i czekolady. Jeżeli po analizie, z której wynikło, że:
1. Musieliśmy zapłacić za ten bagaż – 182 zł (w obie strony),
2. Zjedliśmy tylko 2/3 zapasów, bo zrobiliśmy zbyt duże zakupy, obawiając się głodu na obczyźnie;
3. Cenny w Szwecji nie były tak horrendalne, jak się spodziewaliśmy;
4. Brakowało nam smakowania lokalnych specjałów i ciekawostek…
… to uznaliśmy, że przybywając tu następnym razem będziemy częściej sięgać po sklepowy asortyment. I wybierając się znów w trasę Kunglsleden – będziemy częściej polegać na schroniskowym asortymencie, zamiast dokładać sobie ciężar do plecaków.

 

Faktycznie, niektóre produkty były zwyczajnie drogie. Zaszaleliśmy, kupując burgery z renifera i łosia. Kosztowaliśmy renifera już na Islandii i w Oslo i wciąż nie byliśmy pewni, czy smak, który czujemy, jest smakiem mięsa, czy przypraw. Trzecia próba dowiodła ponad wszelką wątpliwość, że mięso renifera jest po prostu galaretowate i słodkie. Za burgera z renifera zapłaciliśmy 60 koron (24 zł) a z łosia – 140 koron (56 zł).

 

 


 

GAZ

Do kupienia na miejscu za 50-60 koron (20-24 zł) za pojemnik 220 g. Cena jest zatem zbliżona do polskiej. W trakcie 10-dniowego wyjazdu, jedząc prawie zawsze 3 posiłki dziennie, zużyliśmy 3 puszki. Ale udało nam się rozpalić kilka ognisk; bez nich pewnie skończyłoby się na 4 puszkach.

 

UWAGA! Możesz mieć problemy z kupieniem tu gazu marki innej niż PRIMUS. PRIMUS jest tutejszą firmą i w związku tym jej produkty są szczególnie promowane na terenie Skandynawii.

 

JAKĄ TRASĘ PRZEZ KRAJ WYBRAĆ?

Żeby nie dublować trasy i zobaczyć jak najwięcej kraju, zdecydowaliśmy się na dwie różne drogi. Do Abisko dojechaliśmy wschodnią. Trasa była ładnie poprowadzona, droga – gładka, z my bez problemu znajdowaliśmy kolejne miejsca noclegowe na bezpłatnych polach kempingowych. Wracaliśmy trasą zachodnio-centralną przez Gminę Jokmokk i Falun. Uważam, że miasta te były warte wizyt – w każdym trafiliśmy na mnóstwo niesamowitych miejsc i ciekawostek! – ale sam aspekt noclegów przysparzał nam problemów. Na tej trasie po prostu NIE MA wygodnych, bezpłatnych kempingów. Zdarzało się, że jechaliśmy przez godzinę, szukając jakiegoś miejsca na nocleg.

 

 

NOCLEGI

Wynajem mieszkaniu w Szwecji jest nie lada inwestycją. Osobiście najchętniej korzystam z Airbnb.pl, czyli noclegu u mieszkańca – to często rozwiązanie znacznie tańsze od hotelu lub hostelu. Dodatkowo lokals chętnie podpowiada, jakie miejsca w jego rodzimym mieście warto odwiedzić. Cena jednej nocy w prywatnym mieszkaniu wynosi średnio 200 zł (+opłaty manipulacyjne). Sporo. Dlatego nie polecam takiego rozwiązania w Szwecji. Dodatkowo ustalenie konkretnych miejsc docelowych na każdy dzień mijało się z naszym planem spontanicznego zwiedzania kraju. Jeżeli jednak kiedyś zdecydujesz się na zaklepanie noclegu na Airbnb, możesz napisać do mnie, a odeślę Ci zaproszenie. Ty co prawda zapłacisz tyle samo, ale mnie portal odpali symboliczną kwotę za polecenie ich usług :). Z góry dziękuję!

Na terenie całej Skandynawii (i nie tylko) obowiązuje prawo freedom to roam, na mocy którego możesz rozbić namiot w dowolnym miejscu. Jedyny warunek: dbaj o swoje otoczenie. Nie zostawiaj śmieci, nie ryzykuj pożarem.
Skwapliwie z tego skorzystaliśmy! Ściągnęliśmy na telefony aplikację Stellplatz Scandinavi, która może nie jest idealna, ale pomaga zaleźć na mapie kolejne kempingi i miejsca noclegowe i filtrować je na podstawie informacji o cenie, dostępie do wody i zdjęciach oraz opiniach. W ten sposób jadąc wschodem kraju bez problemu wybieraliśmy sobie przestrzenie, które przypadły nam do gustu. Niektóre znajdowały się w głębi lasu, inne tuż przy drodze; niektóre miały na stanie łazienkę, inne znajdowały się blisko rzeki.
Gdy jechaliśmy zachodnią stroną kraju, szczęście nas opuściło. Kempingów brak; stanowiska spoczynkowe były zwykle dostosowane do potrzeb kierowców ciężarówek i całkowicie wybetonowane. Zdarzyło się nawet, że po godzinie szukania noclegu po prostu odpaliliśmy mapę satelitarną Google Maps i rozglądaliśmy się za jakimś większym spłachetkiem zieleni obok drogi.

 

 

PODSUMOWUJĄC:
Całkowity koszt podróży za osobę: 1700 zł (przeloty+przejazdy+jedzenie)
Czas trwania: 6-16.08.2018 (11 dni)
W tym: 6 dni przejazdów+zwiedzania miast+lotów, 5 dni wędrowania Kungsleden
Całkiem nieźle, jak na jeden z najdroższych krajów Europy!

Ten wpis dotyczył ogólnej organizacji wypadu. W następnym opowiem Wam, wędruje się po kole podbiegunowym :).

 


Tu nocowaliśmy :).
 
 

Facebookby featherUdostępnij znajomym / Share with friends
Facebookby featherPolub na fejsbuku / Like Page

Dodaj komentarz