Jak mieszka się w samochodzie na Islandii?

Doskonale :)! Planując podróż wiedzieliśmy, że będziemy spać w samochodzie. Słyszeliśmy już zbyt wiele opowieści o ludziach, którzy marzli i mokli w namiotach smaganych wiatrem. Szczęśliwie pogoda nam dopisała i tylko jeden dzień – na jedenaście! – był deszczowy, ale spanie w aucie i tak okazało się świetnym wyborem. A Ty na jaki nocleg się zdecydujesz? W kamperze? W namiocie? A może we wraku statku lub w kapsule ratunkowej?

 

 

Planując nocleg na Islandii, masz do wyboru pięć podstawowych opcji:

  • hotel lub domek wynajęty od firmy;
  • couchsurfing (nocleg w czyimś mieszkaniu na zasadzie gościny);
  • airbnb (odpłatny nocleg w czyimś mieszkaniu);
  • namiot;
  • samochód.

  •  

    PORADNIK: JAK WYNAJĄĆ SAMOCHÓD NA ISLANDII?
    NA CO ZWRÓCIĆ UWAGĘ I JAKICH KOSZTÓW SIĘ SPODZIEWAĆ?

     

    My, ze względu na charakter naszego wyjazdu, zdecydowaliśmy się na ostatnią opcję. Podróż miała być objazdówką po wyspie; każdego dnia ustalaliśmy plan działania i spaliśmy tam, gdzie dotarliśmy. Umawianie się na noclegi w konkretnych miejscach przysporzyłoby nam problemów organizacyjnych, a spanie w jednej lokalizacji – uniemożliwiło zwiedzanie tak intensywne, jak planowaliśmy. Dodatkowo, nie ma co się oszukiwać, Islandia jest drogim krajem. Za samą możliwość stanięcia na kempingu płaciliśmy zazwyczaj 1000-3000 koron, czyli 35-105 złotych. Od osoby. Natomiast nasz wyjazd miał mieć charakter nieco spontaniczny i niskobudżetowy, dodatkowo dostarczający maksymalnej ilości wrażeń. A cóż innego je gwarantuje, jeżeli nie wiatr, któremu musisz wyrywać drzwi samochodu i zacinający deszcz, przed którym uciekasz na tylne siedzenie ;)?

    Islandia od czasów kryzysu bankowego inwestuje w turystykę. Widać to dobrze po liczbie i jakości kempingów. Natrafisz na dużo rozbudowanych kompleksów; łazienki zazwyczaj są zadbane, klienci zwykle (choć nie zawsze) mają dostęp do ciepłej wody i pryszniców (czasem bezpłatnych, czasem kosztujących 300 koron za 5 minut kąpieli). Zdarzają się także kempingi bardziej kameralne, ulokowane na prywatnych działkach, oferujące miejsce dla tylko kilku osób.

     

    Informacje dotyczące położenia kempingów (camping sites) na Islandii znajdziesz na przykład
    tutaj i tutaj :).

     

    Na miejscu szybko poczuliśmy zaufanie do otaczających nas ludzi. Pierwszego dnia przed wyruszeniem na spacer zamykaliśmy drzwi samochodu na zamek, a już czwartego beztrosko zostawiałam telefon komórkowy do podładowania w publicznej łazience, dla pewności kontrolując tylko co pół godziny, czy nadal jest na miejscu. Ludzie są dla siebie życzliwi i uprzejmi.

    Oto kilka odwiedzonych przez nas miejsc i poczynionych obserwacji :).

     

     

    1. Proszę pana, to strefa VIP!

    Pierwszym miejscem naszego noclegu był nieduży półwysep na zachód od Reykjaviku i lotniska. Poznany w podróży Islandczyk, Bragi, polecił nam ten zakątek jako malowniczy i bezpłatny. Było już ciemno, gdy dotarliśmy na miejsce. Na chybił trafił wybraliśmy jakiś równiejszy kawałek ziemi, by podwozie samochodu było poziome i by śpiwory się nie zsuwały, i poszliśmy spać.
    Obudziło nas stukanie w zaparowane okno.
    – Dzień dobry – przywitał się ktoś po angielsku. – Jesteście na kempingu i stoicie w specjalnym miejscu.
    – Przepraszamy, nie wiedzieliśmy – wyjaśniliśmy. – Wylądowaliśmy wczoraj wieczorem. Przyjechaliśmy o 22:00. Znajomy polecił nam to miejsce. Myśleliśmy, że postój tu jest bezpłatny.
    – Jest płatny. Co więcej, opłata za stanie w każdym innym miejscu wynosi 1000 koron, ale tutaj to 3000 koron. Ze względu na widoki i nawierzchnię. Ale jeżeli chcecie, możecie przepakować, nie policzę wam tego.
    – Chcemy!
    W świetle dnia okazało się, że rzeczywiście stoimy na obrzeżu pola kempingowego. W zasięgu wzroku mieliśmy kilka samochodów i namiotów. Okazało się również, że nasz „byle było poziomo” spłachetek terenu znajduje się na jedynych wybetonowanych pięciu metrach kwadratowych, a gdyby szyby samochodu były mniej zaparowane, mieliśmy widok na morze. Rarytas.

     


     

    2. Ufam ci, zapłać jutro

    Jeżeli dojeżdżasz na kemping późnym wieczorem lub nawet w nocy, nie martw się – możesz przenocować mimo braku zapowiedzi. Korzystaj z łazienki, pryszniców, kuchni i innych dostępnych dóbr. Ale pamiętaj – jesteś zobowiązany do zapłacenia za nocleg. Możesz to zrobić w chwili przyjazdu, ale zwykle po 22:00 opiekun kompleksu lub jego właściciel nie są już dostępni. W takiej sytuacji musisz uiścić opłatę nazajutrz, jak najwcześniej, najlepiej do 10:00. Jeżeli tak zrobisz, zapłacisz normalną stawkę. Zwykle to ok. 1000 koron (35 zł) za osobę, chociaż zdarzało się nam zapłacić też 500, jak i 3000. Jeżeli jednak właściciel będzie musiał pofatygować się do Twojego samochodu, doliczy do opłaty ok. 50% „kosztów manipulacyjnych”.

     

     

    3. Ciepły śpiwór Twoim sprzymierzeńcem

    Po wyspie podróżowaliśmy białym Santa Fe, który po rozłożeniu tylnych siedzeń idealnie nadawał się na łóżko. Zabraliśmy ze sobą śpiwory i to w nich spędzaliśmy noce… Chociaż muszę przyznać, że moja wojskowa Carinthia o temperaturze maksymalnej wynoszącej -21 stopni Celsjusza czasem nie zdawała egzaminu i zdarzały się chłodniejsze momenty, w których nad ranem odpalaliśmy silnik i klimatyzację. Śpiwory, karimaty, namioty oraz koce możesz także wypożyczyć na wyspie.

     

     

    4. Mam za dużo jedzenia, więc się podzielę

    Na wielu polach kempingowych znajdziesz „kącik kuchenny’, w którym możesz spotkać innych kempingujących przygotowujących sobie posiłki. Czasem ma on postać zadaszonej budki, czasem jest to nieduży domek. Przeuroczym zwyczajem jest zostawianie w tym miejscu nadwyżek produktów, których nie potrzebujesz. Masz kilogram cukru, a wystarczy Ci 20 deko? Resztę zostawisz w kuchni, by ktoś inny mógł z niej skorzystać. Znajdziesz tu wszystkie najpotrzebniejsze skarby: papier toaletowy, kawę, przyprawy, ryż, płyny do mycia naczyń, gaz. My przed odlotem zostawiliśmy w takim miejscu puszkę z gazem i parę puszek grochu czy fasoli. Dla nas to niepotrzebny ciężar, dla kogoś innego – może powód do radości.

     

     

    Będąc na trasie, zazwyczaj przygotowywaliśmy posiłki w samochodzie lub tuż obok, by zaraz po zagotowaniu się strawy zaszyć się wewnątrz auta.

     

     

    Na trasie natrafialiśmy także na pojedyncze miejsca przygotowane specjalnie po to, by przycupnąć i piknikować. Z widokiem na morze. Wulkany. I owce. Bo owce były wszędzie.

     

     

    5. Śniadanie na trawie, przy wodospadzie

    Innym miejscem, w którym nocowaliśmy, było nieduże (i nieadekwatnie drogie) pole kempingowe nieopodal Golden Circle. Zaparkowaliśmy po ciemku – jak się okazało, stało się to naszym zwyczajem – i nazajutrz ze zdumieniem odkryliśmy, że za pagórkiem huczy potężny wodospad. Wypić poranną herbatę w świetle słońca, z tak malowniczym widokiem przed oczami, to sama przyjemność.

     

     

    6. Gdzie wysuszyć pranie?

    Kompleksy kempingowe, nawet małe, są ujednolicone. Składają się z pryszniców, ubikacji, umywalek wewnątrz budyneczku i umywalek na świeżym powietrzu. Te ostatnie są zaopatrzone w metalowe tarki i korki i tutaj właśnie możesz wyprać swoje rzeczy w komfortowych warunkach.

     

     

    Jeżeli chodzi o suszenie, byliśmy dość swobodni w zachowaniach. Któregoś dnia podróży skorzystaliśmy ze słońca, susząc świeżo wyprane ubrania je na poręczach schodów. Widzisz te dwa ręczniki po lewej? To nasze. Rozwiesiliśmy znacznie więcej rzeczy, ale wpadliśmy na pomysł upamiętnienia tego na focie już po zebraniu większości ubrań.

     

     

    Zazwyczaj decydowaliśmy się po prostu na suszenie w trakcie podróży na sznurkach rozwieszonych wewnątrz samochodu. Nie było to bardzo wydajne, ale było wydajne wystarczająco.

     

     

    7. Spanie na dziko i prysznic pośrodku niczego

    Schodząc z wulkanu Krafla, postanowiliśmy przespać się „na dziko”. Do każdego kempingu było daleko, a nas zastała tu niespodzianka: wolnostojący prysznic, z którego stale lała się gorąca woda. Skorzystaliśmy z tej okazji, a po ablucjach poszukaliśmy miejsca wzdłuż drogi. Jadąc główną trasą, zauważysz żwirowe zatoczki, które możesz wykorzystać na zatrzymanie samochodu i nocleg. Niestety wszystkie, na jakie natrafiliśmy na drodze, były o tej godzinie (ponownie, ok. 22:00) zajęte. W końcu wjechaliśmy jakąś poboczną drogę prowadzącą na górę i zaparkowaliśmy z dala od drogi, z nadzieją, że właściciel – o ile pojawi się rano – nie będzie miał nam za złe mieszkania na jego (usianym kamieniami i chwastami) polu.

     


     

    8. Przepraszam, gorące źródło nie działa

    W połowie podróży trafiliśmy na malutki kemping, przypominający bardziej prywatne gospodarstwo niż kompleks turystyczny.
    – Ale znak kempingu na ogrodzeniu jest?
    – Jest.
    – To spróbujmy.
    Zapukaliśmy do drzwi. Otworzyła nam malutka, drobna, uśmiechnięta staruszka. Wzięła od nas po 500 koron za osobę (nigdzie nie zdarzyło nam się zapłacić mniej) i gorąco przepraszała za to, że nie będziemy mogli wykąpać się w gorącym źródle. Tak, miała na powierzchni działki swoje własne małe gorące źródło obudowane wanną. Jednak wanna się zabrudziła i całość czekała na czyszczenie. Jakoś przegryźliśmy tę gorzką pastylkę. Sam fakt nielimitowanego dostępu do gorącej wody wzbudzał nasz entuzjazm i tylko trochę szkoda było staruszki, która chyba nie wiedziała, jakie skarby oferuje strudzonemu wędrowcowi za tak nieadekwatnie niską kwotę.

     


     

    9. Gdzie naładuję telefon?

    Na większych kempingach opłata za doładowanie telefonu mieściła się w widełkach 500-1000 koron. Opłatę uiszczasz u właściciela/opiekuna, a następnie pełnoprawnie podpinasz się do gniazdka. Gniazdka raczej nie są nadzorowane. Właściciel domyślnie zakłada, że jesteś uczciwym człowiekiem i jeżeli korzystasz, to zapłacisz.
    Czasem gniazdka są ulokowane na świeżym powietrzu, pod niedużym zadaszeniem.

     


     

    10. A na statku życie płynie

    Wieść gminna niesie, że niektórzy nocują w opuszczonym, niszczejącym statku, który morze wyniosło na brzeg na północnym zachodzie wyspy. Statek niszczeje, rdzewieje i nie powinieneś wchodzić na jego pokład, o czym informują stosowne tabliczki – a jeżeli to robisz, to na własną odpowiedzialność. Trafiłam jednak na informacje, że niektórym zdarza się tu spędzić noc. Nie polecam, ale co kto lubi.

     

     

    11. Kapsuła ratunkowa

    Jadąc główną drogą na północno-zachodni półwysep, natrafisz wzrokiem na kapsułę, w której możesz przeczekać ciemność, chłód, wiatr i deszcz. Znajdują się w niej dwa łóżka, stół, parę podstawowych dóbr spożywczych oraz dziennik, do którego wpisują się osoby, które skorzystały z tej gościny.

     


     

    12. Może przytrafi Ci się zorza?

    Na kempingu w okolicach Golden Circle zastaliśmy zimną wodę. Według słów opiekunki nie była to awaria, a codzienność. Ponieważ było już ciemno i późno, zagryźliśmy zęby i postanowiliśmy zanocować w tym miejscu. Byliśmy jedynymi gośćmi. Myłam żeby w tej nieprzyjemnie lodowatej wodzie i dla odwrócenia własnej uwagi wyszłam z rachitycznej łazienki na zewnątrz, na świeże powietrze. Zadarłam głowę.
    – Luk! – wyplułam pastę do zębów. – Luk, patrz!
    Nad nami mieniła się zorza polarna. Zielona, w ciągłym ruchu, o kolorach znacznie intensywniejszych niż te, które utrwaliliśmy aparatem. To był jedyny moment, w którym udało nam się ją dostrzec. I tak mieliśmy niesamowite szczęście. Tradycyjnie sezon na podziwianie zorzy zaczyna się późną jesienią i trwa przez zimę, natomiast my byliśmy na Islandii pod koniec sierpnia, więc nawet nie żywiliśmy nadziei na podziwianie zielonkawego nieba.

    Możliwe, że nie zobaczylibyśmy jej, gdybyśmy mieszkali w ciepłym, wynajętym domu w mieście :).

     

    DOKŁADNĄ LOKALIZACJĘ
    WRAKU STATKU,
    KAPSUŁY RATUNKOWEJ,
    KEMPINGU UŚMIECHNIĘTEJ STARUSZKI
    I WOLNOSTOJĄCEGO PRYSZNICA
    PODAM WAM W KOLEJNYCH WPISACH :).

     

     
     
     

    Facebookby featherUdostępnij znajomym / Share with friends
    Facebookby featherPolub na fejsbuku / Like Page

    2 myśli na temat “Jak mieszka się w samochodzie na Islandii?

    1. Wszędzie tylko słyszę, że na Islandii jest drogo. Ty wpisem udowadniasz, że jednak można w miarę ludzkim budżecie objechać zieloną wyspę. Auto jest super opcją jako mobilny domek – często nawet po Europie śpię w aucie, jest naprawdę wygodnie! 🙂

      1. Zgadzam się z Tobą, spanie w aucie jest świetnym rozwiązaniem (o ile pogoda dopisuje 🙂 ) – i budżet dobrze na tym wychodzi, i często za zwiedzanie człowiek bierze się szybciej, niż mając co dyspozycji rozleniwiający prywatny pokój i łóżko.

    Dodaj komentarz