Gdzie Chrystus może spotkać Wonder Woman? W Materze!

Matera na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie i klasycznie. Ot, wąskie drogi, niewysokie budynki, gwar na chodnikach. A potem wychodzisz z labiryntu uliczek na przestrzeń. I zapiera ci dech w płucach. Misterny układ niszczejących, wydrążonych w skale budyneczków, których dachy przechodzą w schody, może oszołomić pięknem i… zaniedbaniem. Materę uważa się za jedno z najstarszych miast świata, ale Włosi dopiero niedawno zaczęli doceniać kryjący się w niej potencjał.

 

 
 

Początki zamieszkiwania tego terenu datuje się na czasy paleolitu. Matera, wzniesiona przez Rzymian w trzecim wieku przed Chrystusem pod nazwą Matheola (na część konsula o nazwisku Metellus), kilkukrotnie zmieniała opiekunów. W XV wieku stała się własnością Aragonese (ludzi pochodzących z północno-wschodniej Hiszpanii) i została przekazane hrabiemu z rodziny Tramontano. Count of Matera…, aż chciałoby się nawiązać do Hrabiego Monte Christo. I House of Tramontano, sięgając do Gry o Tron. Giovanniemu Carlo Tramontano bliżej było do brutalności świata Martina niż do czaru Dantesa. Zasłynął jako bezlitosny tyran, który nakładał na mieszkańców miasta wysokie podatki, by samemu żyć w luksusie. Miarka przebrała się, gdy szlachcic zażądał, by ludność zrzuciła się na 24.000 dukatów, dzięki którym mógłby spłacić długi. Mieszkańcy Matery dzień po tym żądaniu, 29.12.1514, napadli na hrabiego opuszczającego z hrabiną kościół po mszy. Hrabinie pozwolono uciec, ale hrabia został brutalnie rozebrany oraz pobity na śmierć przez grupę rebeliantów. Król uznał to wydarzenie za zamach na tron i wysłał na miejsce swoje straże. Powieszono czterech niewinnych mężczyzn, a winnych nigdy nie znaleziono.

 

TRAMONTANA (z łac. transmontanusmieszkający za górami) oznacza chłodny wiatr północny lub północno-wschodni wiejący na zachodnim wybrzeżu Włoch i Korsyki.

 

21 września 1943 mieszkańcy Matery sprzeciwili się niemieckiej okupacji. Matera była pierwszym włoskim miastem, które zaczęło walczyć z Werhmachtem.

A potem… O mieście zapomniano. A w jego historycznej dzielnicy zalęgła się bieda.

 
 
Z KURĄ POD ŁÓŻKIEM
 

Stara część miasta Matery nosi nazwę Sassi (Sassi di Matera). Tutejsze domy, uznane za pierwsze ludzkie stałe osady na terenie Włoch, zostały mozolnie wykute w wapiennych skałach. Z biegiem lat dzielnicę zaczęła zamieszkiwać niemal wyłącznie biedota. Miało to bezpośredni związek z dość podłymi warunkami sanitarnymi. Ponieważ dzielnica jest położona na wzgórzu, przez które przepływa tylko jedna nieduża rzeczka i zostało wybudowane na długo przed opracowaniem kanalizacji, jego mieszkańcy mieli bardzo ograniczony dostęp do bieżącej wody. W związku z tym pod niemal każdym domostwem wybudowana jest cysterna, w której gromadzona była woda. Istniały także wspólne cysterny – największa znajduje się pod Piazza Vittorio Veneto. Ma słupy z kamienia i wysokość ponad 15 metrów; można pływać w jej wnętrzu łódką. Tak jak i w innych cysternach, zbierana jest w niej deszczówka. Po wykorzystaniu wody zaczerpniętej spod domostwa – do mycia, gotowania, zmywania – ciecz była wylewana do rzeki (jeżeli ktoś mieszkał w jej pobliżu) lub przekazywana, za niewielką opłatą za fatygę, człowiekowi zajmującemu się zbieraniem nieczystości (i wylewaniem ich do rzeki). Same domostwa były nieduże, zwykle podzielone na dwie części. W większej mieszkali ludzie, czasem w towarzystwie kur. Drugą zamieszkiwały zwierzęta gospodarskie. Nieduże okna wpuszczały do pomieszczeń niewiele światła, a po wyjściu na zewnątrz człowiek natykał się natychmiast na swojego sąsiada, który mieszkał tuż obok, tuż nad lub tuż poniżej jaskini. Te uciążliwe warunki sprzyjały brakowi higieny i szerzeniu się chorób. A jednak mało kto przejmował się tymi włoskimi slumsami. Dopiero po wydaniu książki autorstwa Carla Leviego „Chrystus zatrzymał się w Eboli” (1945), w której autor opisał złe warunki życia w Sassi di Matera, obudziły się zarówno władze miasta, jak i całe Włochy. Dzielnicę okrzyknięto hańbą kraju.

 

 
  
NIE ROZDZIELA SIĘ PRZYJACIÓŁ
 

W pierwszej kolejności podjęto decyzję o przesiedleniu mieszkańców do bardziej nowoczesnych budynków w głębi i na peryferiach miasta. Zrobiono tak, uznając, że Sassi di Matera jest ruiną niewartą ratowania. Podciągnięcie do niej kanalizacji, by nadać jej drugie życie, wydawało się nieopłacalne i zbyt trudne. Jednak przesiedleń dokonano bez poszanowania kultury mieszkańców dzielnicy. A ci mieli swoje zwyczaje. Przede wszystkim lubili gromadzić się na wspólnych podwórkach. Na takim dziedzińcu znajdowały się pojedyncze studnie, piece do wypieku chleba, a przede wszystkim służyły jako miejsce wymiany poglądów i prowadzenia ożywionych rozmów. Zespół takich domów-jaskiń, zwykle około 10 zgromadzonych wokół jednego podwórka, był zamieszkiwany przez nawet 100 osób! I podczas gdy w domu spało się i gotowało, to na podwórkach kwitło życie towarzyskie. Ten zespół obyczajów, swoista kultura Sassi di Matera, nazywany jest vicinato. Sąsiedzi niejednokrotnie byli zżyci niczym rodzina.

 

Podczas przesiedlania ludzi nie wzięto pod uwagę bliskości ich relacji i często rozsiewano przyjaciół po różnych domach, niezależnie od tego w jakim vicinato funkcjonowali. Dlatego sąsiedzi często wracali na noc lub na stałe do dawnych domów, by móc dalej wieść życie w swojskim towarzystwie. I dlatego nawet dzisiaj wiele wejść do domków jest zamurowanych – takie kroki przedsięwzięły władze miasta, by zapobiegać powrotowi lokatorów.

 

 
  
CHRYSTUS I WONDER WOMAN
 

Sassi di Matera niszczało do lat 80. XX wieku, wciąż uznawane za dzielnicę niewartą zainteresowania. A potem coś się zmieniło. W 1993 roku Matera została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Kolejni zwiedzający zachwycali się nietypową architekturą starej części miasta. Zachwyty udzieliły się też paru reżyserom, którzy zobaczyli w tych (stopniowo naprawianych) ruinach potencjał scenograficzny. I tak Sassi di Matera odegrało rolę Jerozolimy w „Pasji” Mela Gibsona (2004), „Marii” Abela Ferrara (2005), „Młodym mesjaszu” Cyrusa Nowrasteha (2016) i kilkunastu innych filmach. Ostatnio, w 2017 roku, pojawiło się także w „Wonder Woman” Patty Jenkins. Dodatkowo w 1986 roku na mocy nowego prawa umożliwiono zainteresowanym wydzierżawienie budynku w Sassi di Matera na 99 lat w zamian za odrestaurowanie nieruchomości, z czego chętnie korzystają przedsiębiorcy. Miasto stopniowo rozkwita turystycznie. Dzisiaj nadal nie jest gęsto zamieszkane, ale znajdziesz tu klimatyczne hotele i nastrojowe restauracje ulokowane w budynkach wydrążonych w skale. I tak ze wstydliwego świadectwa zacofania południowych Włoch, Matera staje się powoli rozkwitającym, odnawianym, unikatowym świadectwem przeszłości. I kwitnie dalej – w 2019 będzie Europejską Stolicą Kultury.

 

  
CO ZNAJDZIESZ TU DZISIAJ?
 

Spacerując do Materze dzisiaj, natkniesz się zarówno na oznaki wieloletniego zaniedbania, jak i (przebiegające w niespiesznym tempie) renowacje oraz podrygi rodzącej się kultury turystycznej. Bardzo nieliczne sklepiki z pamiątkami (podczas naszej wizyty natrafiliśmy na dwa – chociaż warto podkreślić, że odwiedziliśmy miasto zimą, poza sezonem turystycznym) oferują dzieła lokalnych twórców. Jeden z mieszkańców Matery zdecydował się nawet odtworzyć Sassi w formie makiety, którą pozwala bezpłatnie podziwiać (chociaż mile widziana jest moneta wrzucona do skarbonki).

 

 
 

Domy są zbudowane w systemie schodkowym, co oznacza, że schody prowadzące do jednego budynku znajdują się na dachu drugiego. W dolnych partiach dzielnicy brak ulic – zaczynają pojawiać się dopiero wyżej, tam gdzie znajdują się większe place i stoją kościoły i . A kościołów w mieście jest zatrzęsienie – ponad 100. Tylko nieliczne są dostępne dla turystów. Przede wszystkim jest to Katedra (1268-1270) dedykowana Świętej Marii, wybudowana w stylu romańskim. W środku znajdziesz figurę patronki. Mieszkańcy Matery 2 lipca organizują uroczystą procesję ku jej czci. Pięknie odziewają figurę, wstawiają ją do papierowej ozdobnej karocy przygotowanej specjalnie na tę okazję, paradują w procesji wokół katedry, a następnie, po umieszczeniu figury ponownie w świątyni… rozdzierają karocę na kawałki. Każdy z nich uważany jest za cenną relikwię.

Za 6 euro możesz kupić bilet, który pozwoli Ci na zwiedzenie sześciu gmachów kościelnych. I… to wystarczy. Naprawdę. W którymś momencie okazuje się, że kościoły są łudząco do siebie podobne i tylko wprawne oko znawcy oraz entuzjasty wynajdzie znaczące różnice między budynkami.

 

 
  
JAK DOJECHAĆ?
 

Autobusem z Bari do Matery (cena biletu: ok. 6 suro, czas: ok. godziny.). A do samego Bari, największego miasta w okolicy, dotrzesz np. liniami Wizz Air. Nam udało się znaleźć połączenie za 296 złotych w obie strony dla dwóch osób.

A będąc na miejscu, nie zapomnij skontrastować dawnych, niszczejących budynków starego miasta z nowoczesnym ośrodkiem Włoskiej Agencji Kosmicznej (ASI), który też mieści się w Materze :).

 

 
 
 

Facebookby featherUdostępnij znajomym / Share with friends
Facebookby featherPolub na fejsbuku / Like Page

Dodaj komentarz