HARRY POTTER STUDIO TOUR

 

 

liczba uczestników: 2
czas: 1 dzień (16.05.2016)
cena biletu: 35 funtów (175 złotych)

 

 

Poleciałyśmy do Londynu w piątkę, dwoma różnymi liniami lotniczymi, bo nie każda chciała kłębić swoje rzeczy w małym bagaż podręcznym – a konkurencja oferowała większy. Na miejscu zamieszkałyśmy w hostelu i rozpoczęłyśmy podbój Londynu. Naszym przewodnikiem był Marek, rówieśnik, który zamieszkał w tym mieście dziesięć lat temu. Razem odwiedziliśmy lub obejrzeliśmy większość sztandarowych miejsc Londynu: Buckingham Palace, Big Ben, London Eye, sklep M&M’s, Trafalgar Square… Aż nadszedł TEN DZIEŃ. Dzień, dla którego dwie z nas zdecydowały się na tę podróż.
– Będziemy dziś zwiedzać Science Museum – oznajmiły pozostałe dziewczyny.
– Mugole! – rzuciłyśmy z Weroniką i pojechałyśmy do studia, w którym nakręcone zostały wszystkie ekranizacje książek z serii„Harry Potter”.

 

 

Seria książek o Harry’m Potterze dwadzieścia lat temu zawojowała świat. Była opisywana jako fenomen społeczny – rodzice zachwyceni relacjonowali, że ich dotychczas stroniące od książek i aktywności dzieci nie mogą oderwać się od lektury i interesują się iluzją. Zdarzały się też pojedyncze przypadki osób zbyt zaangażowanych w fabułę: sięgały po miotły i skakały z dachów, przekonane, że wzniosą się w powietrze. A pamiętasz opowieści o złośliwości rodziców, którzy wręczali dzieciom spreparowany list z Hogwartu zapraszający do nauki, by potem z rozbawieniem patrzeć, jak latorośl próbuje przejść przez ścianę na dworcu King Cross? Z koleżankami z gimnazjum tak bardzo nie mogłybyśmy doczekać się wydania kolejnego tomu powieści, że tworzyłyśmy własny. Nie mogłyśmy zdecydować się, z kim powinna romansować Hermiona, więc w zależności od tego, która z nas pisała dany rozdział, dziewczyna w swojej zmienności rzucała się w ramiona to Harry’ego, to Draco. A w momencie wymyślania nowych nazwisk szukałyśmy inspiracji w najbliższym otoczeniu, w związku z czym jeden z nauczycieli nazywał się Cover Uhu – tak jak korektor.

 

Studio, w którym kręcono ekranizacje książek, jest potężne. Na bieżąco jego rozmiary można ocenić tylko na podstawie mnogości rekwizytów oraz czasu, który zajmuje zwiedzenie przybytku – około 7 godzin. Z perspektywy Google Maps okazuje się jednak, że tuż obok ulokowane jest jeszcze jedno studio, trzy razy większe od tego, które zwiedzałyśmy. W nim nadal kręcone są filmy, m. in. „Jupiter: Intronizacja” sióstr (dawniej: braci) Wachowskich. Gmach przynależny serii „Harry Potter” został jednak zamknięty dla twórców filmów i udostępniony entuzjastom magii. Sądząc po wielkości grup przemierzających sale, ta decyzja szybko zaczęła się opłacać.

 

 

Przy wejściu pokazałyśmy bilety (zdjęcie na górze autorstwa Weroniki) i zostałyśmy przeszukane – niezbyt starannie, ot, zajrzano nam do torebek. Dopiero po powrocie do Polski zorientowałam się, że przez wszystkie bramki na lotniskach, a także przez kontrolę przy wejściu do hali filmowej przeniosłam gaz pieprzowy, na który nikt nie zwrócił uwagi. Łącznie ze mną.

 

W puszczonym nam filmie odtwórcy głównych ról zachęcali nas do zapoznania się z hangarami, które przez 10 lat stanowiły ich dom – a potem przystąpiłyśmy do zwiedzania. Zdumiewające, jaki melanż pomieszczeń można było znaleźć na jednej powierzchni. Plan filmowy z lochu Snape’a sąsiadował z wnętrzem chatki Hagrida, a dwadzieścia metrów dalej, obok przykładowych peruk, znajdowało się dormitorium. Przykuwało uwagę ze względu na wymiary łóżek. Przyglądałyśmy się im podejrzliwie, zastanawiając się, czy to perspektywa płata nam figla. Dlaczego te łóżka są takie krótkie? Czy mogli zmieścić się na nich osiemnastoletni chłopcy? Okazało się, że łóżka stworzono, gdy Harry i Ron mieli 11 lat. Wtedy idealnie pasowały do ich wymiarów. Z biegiem czasu jednak chłopcy rośli. By ciąć koszty, przez kolejnych siedem części aktorzy nadal grali w przestrzeni, która została stworzona przed laty – tylko byli umiejętnie kadrowani. Ujęcie na głowę, na ręce i wszystko wyglądało naturalnie. Gdyby oddalić kamerę, okazałoby się, że kolana chłopaków wystają poza krawędzie łóżek. Magia ekranu.

 

 

Podobną magię stanowiły wszędobylskie zielone elementy, które pozwalały na dodawanie efektów specjalnych. Tworzenie takich efektów często polega na tym, że aktor gra na zielonym tle. W komputerze jego obraz jest przetwarzany, dodawane jest tło, smoki, elfy i inne elementy niecodziennego świata. Dlaczego tło jest zielone? Ponieważ ten kolor dobrze kontrastuje z barwami ludzkiej skóry. Dzięki temu kontrastowi grafikom łatwiej jest nanieść na tło efekty specjalne, nie ingerując w postać samego aktora. Efekt ten wykorzystano m. in. przy nagrywaniu scen latania na miotle (wysięgnik pokryty zielonym materiałem) czy też przyciągania książek zaklęciem Accio (dłonie w zielonych rękawiczkach). Jednak nie wszystkie elementy zekranizowanego świata powstawały na łamach komputera. Szczególnie imponujący był model Aragoga, wielkiego pająka, który, jak się okazało, miał w środku mechanizm umożliwiający ruch. Żeby przemieszczał się w wiarygodny sposób, musiało sterować nim aż 15 osób! Podobnym zachwytem napawał kostium wilkołaka, w którym stelaż nałożony na głowę pozwalał uzyskać wysoką szyję prowadzącą do animowanej głowy.

 

 

Hale były pełne zwiedzających. W pierwszej chwili obawiałyśmy się, że będziemy odstawać wiekiem od innych gości, jednak szybko nam przeszło – za sprawą ludzi, którzy przechadzali się  z rocznymi dziećmi w nosidełkach. Wymówka nie do końca wiarygodna ;). Rodzice z dziećmi w każdym wieku, młodzi dorośli, dziadkowie, ale być może nie z wnukami, a zaintrygowani wykreowanym  światem – wszyscy mijaliśmy się przy pociągu do Hogwartu i pijąc książkowe kremowe piwo (niestety nieszczególnie smakowite). Biegliśmy też z bagażem w kierunku ściany dworca 9 i ¾. Analogiczny model przenikającego przez ścianę wózka znajduje się na rzeczywistej stacji King Cross, obok sklepu z gadżetami dotyczącymi Harry’ego Pottera i ferajny. Stale długa kolejka osób stojących do zdjęcia sugeruje, że chociaż od premiery książki minęło już ponad 20 lat, kolejne pokolenia zaczytują się woluminach. Mimo postulatów dotyczących zakazu czytania książki w niektórych brytyjskich szkołach.

 

Pamiętasz śpiących byłych dyrektorów, których portrety były rozwieszone w gabinecie Dumbledore’a? A wszystkie inne ruchome obrazy pokrywające ściany Hogwartu? Większość sportretowanych na nich osób to… członkowie ekipy filmowej, którzy mieli okazję unieśmiertelnić swoje oblicza. Pamiętasz kule zawierające wspomnienia schowane w gmachu Ministerstwa Magii? Początkowo miały mieć fizyczną formę, przygotowano nawet 150 TYSIĘCY egzemplarzy – po czym podjęto decyzję, by zastąpić je CGI. Wystawa obfituje w takie ciekawostki, z jednej strony ujmując magii przedstawionym wydarzeniom, a drugiej zaś… zwiększając ją. Bo czy nie niesamowite są ludzkie możliwości? Począwszy od wymyślenia fantazyjnej fabuły, poprzez opracowanie poruszających się wiarygodnie mechanicznych zwierząt, aż po klikanie myszką, dzięki któremu na ekranie powstaje troll… Ludzie bywają czarodziejami.

 

 

 

Facebookby featherUdostępnij znajomym / Share with friends
Facebookby featherPolub na fejsbuku / Like Page

Dodaj komentarz