Weekend w Oslo – 13 miejsc, które warto odwiedzić

Od dawna ckniło mi się do Skandynawii – nie byłam na półwyspie od półtora roku! – więc wybrałam się tutaj na przedłużony weekend. Co można zrobić przez tak krótki czas? Mnóstwo rzeczy! Wejść na ogromnego tygrysa, poznać sekrety wypraw polarnych, przejść się po parku pełnym kontrowersyjnych rzeźb. Oto kilka co ciekawszych i co bardziej czarujących miejsc w Oslo :).

 


 

1. Rzeźby i murale

Miasto roi się od przejawów artystycznych ciągot jego mieszkańców. Szybko przyzwyczaisz się do tego, że na końcu ulicy z ziemi wystaje ogromna dłoń trzymająca różę, a tuż za rogiem setki miniaturowych ludzi podtrzymują płytki chodnikowe. Na każdym kroku w oczy rzucają się także murale. Wygląda na to, że mieszkańcy miasta, chcąc ożywić przestrzeń spowitą przez większą część roku w śnieg, chmury i chłód, postanowili dać upust swoim najbardziej zdumiewającym fantazjom. Lada chwila wrzucę na stronę obszerną galerię rzeźb i murali, a tymczasem – przedstawiam potężnego tygrysa, który znienacka wita przechodniów na głównym placu miejskim :).

 


 

2. Muzeum Muncha (Munchmuseet)

Munch jest jednym z ulubieńców Norwegii. To znany na całym świecie malarz i grafik, który w zbiorowej świadomości jest autorem obrazu Krzyk. Wiesz, że to dynamiczne, tchnące nerwową atmosferą dzieło, które znasz, jest tylko jednym z czterech podobnych malunków? Istnieją jeszcze: Angst, Despair oraz czarno-biała grafika, które poprzedziły powstanie tej najbardziej znanej wersji. W Muzeum Muncha zobaczysz Angst i Despair; by podziwiać „Krzyk”, musisz przejść się do norweskiego Muzeum Narodowego.
Co ciekawe, w Muzeum Muncha niewiele jest… obrazów Muncha. Znaczną część wystawy zajmują instalacje autorstwa Per Inge Bjorlo oraz obrazy Leny Cronqvist, które tchną Munchowską fascynacją śmiercią i ponurymi aspektami ludzkiego życia. Zanim zdecydujesz się na wizytę – sprawdź w sieci, czy interesuje Cię ich sztuka. Jeżeli zależy Ci na styczności z obrazami Muncha, to porównywalną liczbę obrazów, ale z przewagą znanych tytułów, znajdziesz w Muzeum Narodowym w Oslo.

 


 

3. Muzeum Henryka Ibsena (Ibsenmuseet)

Kolejną personą, którą Norwegowie lubią się chwalić, jest Ibsen. O ironio – ten dramaturg i karykaturzysta nie cenił szczególnie swoich rodaków ani ojczyzny. Nie czując się doceniony jako twórca, zdecydował się na trwający kilkadziesiąt lat wyjazd do ciepłych europejskich krajów, w których rozkwitł twórczo, pisząc o… przywarach Norwegów. Tym samym obserwacje społeczne poczynione w kraju, za którym nie przepadał, stały się źródłem pisarskich sukcesów dramaturga. W muzeum poznasz biografię oraz dzieła pisarza i obejrzysz kilka należących do niego przedmiotów. Możesz także kupić tutaj norweskie wydania sztuk Ibsena. Zdecydowałam się na Dom Lalki (znany także jako Nora) – co prawda norweskiego nie znam za grosz, ale cudnie mieć na półce lubiane dzieło w oryginalnej wersji :).

 


 

4. Dzielnica Hipsterów

Przez dwa dni błąkaliśmy się po ulicach, szukając knajpy z lokalnym jedzeniem, po czym olśniło nas i zajrzeliśmy… za nasz budynek. I okazało się, że mieszkamy w hipsterskiej dzielnicy, jak również obok największego zagłębia kulinarnego w okolicy. Obszar ten nazywa się Vulcan; znajdziesz tu zarówno pojedyncze restauracje i sklepy, jak i potężną halę urodzajną w knajpki. Naleśniki? Sushi? Hamburgery? Wszystko na miejscu. Nie są to może dania typowo norweskie, ale nie mają też fast-foodowego charakteru; ceny również okazały się przystępne.

 


 

5. Dach Opery

Dach opery miejskiej pełni funkcję tarasu widokowego. Konstrukcja budynku była inspirowana skandynawską zasadą, według której natura jest dobrem wspólnym i możesz rozkoszować się nią, a nawet rozbić namiot na dowolnym terenie – i w parku narodowym, i na czyjejś posesji – o ile nie zostawisz po sobie bałaganu. Pochyły dach budynku również jest ogólnodostępny. Zaczyna się na poziomie chodnika, skąd możesz wspiąć się na samą górę. Czy można rozbić tu namiot – tego nie wiem ;).

 


 

6. Muzeum Morskie (Marinmuseet)

Na miejscu zaskoczyć Cię może rozmiar budynku. Wydaje się nieduży, ale nie daj się zwieść i zarezerwuj na zwiedzanie co najmniej 2 godziny. Wszystkie tutejsze muzea, także Fram i Kon-Tiki, mają po 3 kondygnacje, z których część wpuszczona została w ziemię. W Muzeum Morskim możesz zobaczyć jak konstruuje się łodzie, jak działa mina oraz łódź podwodna, jak transportuje morzem gaz, samochody i… niewolników. Morze ciekawostek! Można stracić tu długie godziny, zachwycając się misterną robotą modelarzy, którzy przygotowali dziesiątki miniatur przeróżnych statków. Na ostatnim piętrze znajduje się obszerna przestrzeń dla dzieci wyposażona w zabawowe pokłady statków i interaktywne gry, z których młodzi dowiedzą się więcej na temat żeglugi.

 


 

7. Muzeum Fram (Frammuseet)

W Frammuseet Norwegowie opowiadają o zdobyciu bieguna południowego. Robią to w bardzo efektowny sposób – możesz zwiedzić pokład statku polarnego, obejrzeć pamiątki z podroży przywiezione przez czołowych polarników czy spróbować pociągnąć sanie ważące 300 kilogramów. Twórcy wystawy opowiadają też, naturalnie, o historii. Chociaż treści wydają się spójne i wierne rzeczywistości, w oczy rzuciła mi się, jako entuzjastce historii polarnych, pewna ciekawa nieścisłość.
Mianowicie: pierwszym zdobywcą bieguna był Norweg Roald Amundsen, co jest na wystawie wielokrotnie podkreślane. Podkreślane jest również znaczenie psów zaprzęgowych w tym osiągnięciu.
„Były pełne energii, najlepiej ciągnęły sanie”, piszą.
„Były przyjaciółmi człowieka, co też umilało podróż”, piszą.
„Często umierały z głodu”, piszą.
Ale że Amundsen podczas wyprawy ZJADAŁ swoje psy, już nie piszą. Robił to z oporami, zmuszały go do tego okoliczności – zimno i głód, ale jednak bardzo możliwe, że właśnie dzięki temu udało mu się przeżyć, więc myślę, że wypadałoby taką informację przekazać publice…
Za to o Scott’cie, który rywalizował z Amundsenem, ale niestety dotarł na biegun miesiąc po nim (zastając na miejscu namiot i karteczkę z informacją, że Norwegowie byli tu pierwsi) oraz zmarł w drodze powrotnej, informacji jest bardzo, BARDZO niewiele. Aż nieprzyzwoicie niewiele, jak na wyścig, który emocjonował na początku XX wieku połowę Europy.
Mimo to Muzeum Fram, ze względu na rozmach ekspozycji oraz poruszaną tematykę, należy do moich ulubionych miejsc w Oslo.

 


 

8. Muzeum Kon-Tiki (Kon-Tikimuseet)

Prawdziwa historia Kon-Tiki idealnie nadaje się na scenariusz filmowy – taki, w którym bohaterowie postanawiają udowodnić coś, w co nikt inny nie wierzy, i udaje im się osiągnąć cel. Pierwszoplanowym bohaterem jest tutaj Thor Heyerdahl, który w 1937 roku spędził rok ze swoją żoną, Liz, na pacyficznej wyspie.
– Fale oceanu zawsze uderzają o wschodni brzeg wyspy – zauważyła kiedyś Liz. Przykuło to uwagę Thora, który na podstawie tej obserwacji, jak i szeregu innych poczynionych przez siebie, ukuł teorię, według której pacyficzne wyspy zostały zaludnione przez mieszkańców Ameryki Południowej – a nie Azji, jak zwykło się wtedy uważać. Żeby dowieść, że ma rację, zbudował tratwę. Nie byle jaką – miała wyglądać tak, jak mogłaby prezentować się tratwa wybudowana kilkaset lat wcześniej przez prymitywne plemię. Następnie wraz z grupą śmiałków Thor wsiadł na pokład i odpłynął z Ameryki Południowej ku przygodzie.
I właśnie opisowi tej przygody, jak i paru innych wypraw poprowadzonych przez Thora, poświęcone jest to muzeum :).
Thor dopłynął do wysp Pacyfiku, dowodząc, że do pewnego stopnia miał rację. Nie do końca – późniejsze badania genetyczne sugerują, że mieszkańcy wysepek na środku oceanu pochodzili… zarówno z Azji, jak i z Ameryki.

 


 

9. Pomnik zdobywców bieguna południowego

Wychodząc z kompleksu muzeów – Fram, Morskiego i Kon-Tiki – warto zahaczyć o linię brzegową. Znajdziesz tutaj pomnik upamiętniający zdobywców bieguna południowego, z Amundsenem stojącym na samym środku. Ponadto obok znajduje się kolorowy wigwam, który może budzić radość, dopóki nie podejdziesz bliżej i nie zrozumiesz, że został „ozdobiony” śmieciami, które człowiek wrzuca do morza. Torebkami foliowymi, które żółwie morskie biorą za meduzy, i siatkami, które krępują ruchy wielu wodnych stworzeń, przyczyniając się do ich śmierci.

 


 

10. Ekeberg Park

Staliśmy na dachu opery, podziwiając panoramę, gdy zbliżył się do nas pewien mężczyzna, robiący właśnie zdjęcia.
– To już nie to samo – zagaił po polsku, rozpoznając w nas rodaków. – Przyjeżdżam tu systematycznie. Kiedyś to były widoki! A teraz wszystko zasłaniają.
Faktycznie, wokół opery jak grzyby po deszczu wyrastają kolejne budynki.
– Jeżeli chcą państwo odwiedzić ciekawe miejsce – dodał mężczyzna – polecam tamto wzgórze. Nazywa się… chyba Ekeberg? Jest mniej znane, a bardzo ciekawe. Rzeźby, spacerowa przestrzeń.
Wybraliśmy się zatem w tę okolicę. Dotarliśmy na miejsce późno, ale mimo to szczęście nam dopisało – piękna pogoda pozwoliła podziwiać panoramę miasta. Trasa parkowa prowadzi wzgórzem przez las; wzdłuż drogi rozstawione są rzeźby. Niektóre zwyczajne – na przykład skośnooka kobieta – inne dość kontrowersyjne, na przykład kobieta… oddająca mocz. Park powstał w 2013 roku z inicjatywy Christiana Ringnesa, kolekcjonera sztuki, który wystawił tu prywatne eksponaty, i zajmuje 25 akrów.

 


 

11. Muzeum Narodowe (Nasjonalmuseet)

Muzeum Narodowe w Oslo jest… małe. Mimo to twórcom wystawy udało się zaskakująco zgrabnie wykorzystać tę przestrzeń. W niedużych pomieszczeniach zawieszono obrazy ukazujące kolejno rozwijające się style artystyczne. Zrobiono to tak umiejętnie, że oglądając skromne liczebnie dzieła można uchwycić cechy charakterystyczne danego stylu, jednocześnie nie wpadając w znużenie wynikające z oglądania podobnych do siebie motywów.
W takim miejscu najciekawsza jest jednak twórczość lokalnych artystów. W polskim Muzeum Narodowym eksponujemy obrazy Malczewskiego, Witkiewicza, Boznańskiej. W norweskim Muzeum nieraz przewijają się nazwiska: Peder Balke, Harald Sohlberg oraz, znany nam już, Edvard Munch. Zobaczyć Norwegię oczami jej artystów – wspaniałe doświadczenie! Na dowód na samym końcu wpisu wklejam barwny obraz Balke’go.
Podczas zwiedzania możesz zrobić sobie przerwę w oglądaniu obrazów i… porysować. W oddzielonym pomieszczeniu znajdują się ołówki, kartki, jest też piękna rzeźba, która posłuży Ci za wzór. Na ścianach wiszą dziesiątki rysunków, które zostawili Twoi poprzednicy. Świetny pomysł na przerywnik dla dorosłych i na zajęcie dla dzieci! Mój szkic również tu zawisł :D.

 


 

12. Centrum Pokojowej Nagrody Nobla (Nobel Peace Center)
W tym miejscu znajdziesz dwie ekspozycje. Pierwsza, czasowa, poświęcona jest tegorocznemu laureatowi. W związku z tym w styczniu 2018 roku mogliśmy obejrzeć serię zdjęć i obrazów nawiązujących do użycia bomby nuklearnej, prób i elektrowni jądrowych – zdobywcą nagrody jest bowiem ICAN (Międzynarodowa Kampania na rzecz Zniesienia Broni Nuklearnej). Autorzy wystawy wspominają także o hibakusha, grupie osób ocalałych z ataków na Hiroshimę i Nagasaki, o której pisałam tutaj.
Druga część wystawy dedykowana jest osobom, które otrzymały nagrodę na przestrzeni lat. Każdemu laureatowi poświęcono oddzielny ekran, który aktywuje się po podejściu czytelnika, wyświetlając podstawowe informacje dotyczące danej osoby. Wnioski są, niestety, dość przygnębiające. Na przestrzeni lat uhonorowanych zostało wiele osób i organizacji przeciwdziałających użyciu broni chemicznej i biologicznej… i wciąż istnieje zapotrzebowanie na ich działania. Co więcej, jedna z nagród trafiła do Franka Billingsa Kellogg’a, który przyczynił się do tego, by w 1928 roku niemal każde niezależne państwo świata podpisało Pakt Briand’a-Kellogg’a krytykujący wojnę jako narzędzie polityki narodowej. Celem paktu było powstrzymanie Niemiec przed wojennymi ruchami po pierwszej wojnie światowej. Cóż wart były podpisy złożone pod tym aktem – wiemy.

 


 

13. Park Rzeźb (Park Vigelanda)

Zaczęło się od fontanny, na którą Vigeland dostał zamówienie z urzędu miasta. Jednak wizja artysty rozrosła się i dzisiaj w parku znajduje się 212 secesyjnych rzeźb z kamienia i brązu – w sumie blisko 600 postaci! Wszystkie, co do jednej, zaklęte w bardzo ekspresyjnych i sugestywnych pozach. Zaprojektowane przez Vigelanda, zostały wykute przez jego podwykonawców.
Park stanowi także fantastyczną, rozległą przestrzeń rekreacyjną pełną alejek i ławek, na których możesz przycupnąć, podziwiając przenikanie się natury i sztuki. Przecież mówimy o secesji ;).

 


 

A to wszystko w zaledwie trzy dni! Wyobraź sobie, na jakie skarby możesz się napatrzeć, spędzając w tym mieście więcej czasu :).

 


 
 

Facebookby featherUdostępnij znajomym / Share with friends
Facebookby featherPolub na fejsbuku / Like Page

2 myśli na temat “Weekend w Oslo – 13 miejsc, które warto odwiedzić

  1. Muzeum Narodowe nie jest takie małe, to dwa piętra z około 15-20 pokoikami. Nie jest może imponujące w porównaniu z Muzeum Narodowym w Warszawie, ale wciąż całkiem duże :-).

    1. Ocena wielkości zależy od punktu odniesienia :). Na tle innych znanych muzeów z dziełami sztuki, np. Narodowego warszawskiego czy Luwru, Narodowe wypada jako niezbyt duże. Jednak na pewno można spędzić w nim dobrą godzinę, albo i dwie :).

Dodaj komentarz