Jak i gdzie wykąpać się w gruzińskiej bani?

Kąpiel w wodzie cuchnącej zgniłym jajem? Z przyjemnością! W Tbilisi naszła nas chęć na spróbowanie tej rozrywki. W baniach moczysz się w aromatycznej siarkowej wodzie, pozwalając ciału odpocząć, a myślom… uciec jak najdalej od świadomości obecności jajecznego zapachu. Ile to kosztuje i jak to zorganizować?

 

 

Źródła gorącej wody znajdziesz w Gruzji w wielu miejscach. Jeżeli cenisz sobie kameralność, zdecyduj się na okolice miasta Bzvani. Znajdziesz tutaj kilka otwartych siarkowych basenów, z których część jest dostępna bezpłatnie i znana przede wszystkim lokalsom. Taka kąpiel może przypominać moczenie się w hot pocie na Islandii!

Nas chęć wykąpania się w siarkowej wodzie oraz wolny wieczór, który mogliśmy przeznaczyć na tę przyjemność, dopadły w Tbilisi. Stolica Gruzji słynie z bani. Szczególnie popularna jest najstarsza dzielnica tego miasta, Abanotubani, w której znajduje się wiele przybytków oferujących kąpiele. Do najpopularniejszych należą „Nr 5” znana wśród Gruzinów oraz elegancka „Royal Bath” lubiana przez turystów; tutaj ponoć kąpieli zażywał Aleksander Puszkin.

 

Prawdopodobnie miasto Tbilisi wzięło nazwę właśnie od obecności gorących źródeł. Tpili po gruzińsku oznacza gorący. T’bilisi to ciepłe miejsce.

 
 

 

Kopulaste zadaszenia łaźni od razu rzucają się w oczy. Są miejscem schadzek i dobrym punktem widokowym na miasto. Udaliśmy się w tę okolicę spontanicznie pewnego wieczoru, nie robiąc wcześniejszych rezerwacji i licząc na łut szczęścia. W końcu był czwartkowy wieczór, kto by się moczył o tej porze?

Połowa miasta, jak się okazało.

– Dzień dobry. Poprosimy pokój dla dwóch osób.

– Na dzisiaj? – kobietka przewertowała zeszyt. – Mam pokój wolny o godzinie 23:00. Za 140 GEL (czyli ok. 200 zł).

Była dopiero 20:00, a my – po męczącym dniu i z kurczącym się zapasem monet w kieszeni. Nie chcieliśmy zostawiać ich w pierwszym lepszym miejscu. Szukaliśmy dalej.

 

 

Jak się wkrótce okazało, cena należała do standardowych . Opłata za prywatny pokój wynosi właśnie ok. 120 GEL. Po kilku kolejnych nieudanych próbach uznaliśmy, że to rozrywka dla bogatych ludzi pozbawionych zobowiązań dnia następnego i nie dane będzie nam się relaksować przy aromacie gnijących jaj. Może, ewentualnie, ta 23:00

– Spróbujmy jeszcze tutaj – zaproponował Luk. Na uboczu wypatrzyliśmy szyld, na którym podświetlono słowo „RESTAURANT”, zaś dodatkowa informacja o „BATH” tonęła w cieniu, jakby ta inicjatywa została zawieszona. Stwierdziliśmy, że mimo wszystko zajrzymy do środka i zapytamy, czy łaźnia jeszcze działa.

 

 

– Tak, jest otwarta. Tutaj, wprost i na prawo – kelner pokierował nas między restauracyjnymi stolikami na zacienione podwórko, na które nie dotarlibyśmy żadną inną drogą. Wyłaniający się znienacka szyld jarzył się pięknymi kolorami, a miejsce świeciło pustkami.

 

 

Pani za kasą przyjęła nas od ręki i za 35 GEL (ok. 50 zł) za dwie osoby. Rozochoceni tak niską ceną, za dodatkową dopłatą po 20 GEL (30 zł) zamówiliśmy sobie dodatkowy relaksacyjny masaż mydlany. Jak szaleć, to szaleć! Przybytek okazał się mieć lata świetności dawno za sobą, ale był zadbany na tyle, na ile było to możliwe, biorąc pod uwagę niewymieniane od lat popękane płytki i zacieki na ścianach. Ale niestraszne nam to! Wreszcie wykąpiemy się w bani!

 

 

Łaźnie siarkowe są miejscami, w których możesz unurzać się w wodzie mającej prozdrowotne właściwości. Naukowcy nie są zgodni co do ich charakteru – niektórzy twierdzą, że kąpiel jest pomocna przy leczeniu przede wszystkim chorób skóry i mięśni, inni stawiają na choroby układu krążenia. Znajdą się też tacy, którzy wskazują, że dotychczas przeprowadzone badania są nieprecyzyjne i brak niezbitych dowodów na lecznicze działanie aromatycznych wód. Jednak Gruzinów to nie zraża. Kąpiel uchodzi za zdrową, ale jest też – może nawet przede wszystkim – ważna w kontekście społecznym. Kiedyś w baniach spotykano się, by plotkować i wymieniać się informacjami.

Współcześnie decydując się na kąpiel możesz zamówić pokój prywatny, ale również zdecydować się na wspólny basen z obcymi Ci osobami, by obok moczenia się w wodzie nawiązać kontakty towarzyskie. Nie zdziw się zażyłości – zdarza się, że goście łaźni znają się, a wspólne moczenie się stanowi ich cotygodniowy rytuał.

 

 

Nasza prywatna łaźnia składała się z dwóch pomieszczeń do naszej dyspozycji. W pierwszym znaleźliśmy klapki (których nie założyliśmy – mieliśmy własne, a grzybica nie śpi) i ręczniki oraz mogliśmy się przebrać w stroje kąpielowe, natomiast w drugim ulokowane było kamienne łoże do masażu oraz basen z bijącą prosto ze źródła wodą siarkową. Z radością zalegliśmy w gorącej wodzie, wpatrując się w półkolisty sufit.

 

 

Po chwili nad nami rozległy się jakieś huki. Brzmiały jak bardzo odległe fajerwerki.

– Siedzieliśmy na tarasie – powiedziała nam później Marta, która razem z Marcinem postanowiła spędzić ten wieczór poza banią . – I sączyliśmy wino, gdy zaczął się pokaz sztucznych ogni!

Słuchaliśmy zatem fajerwerków, ciesząc się nowymi doznaniami. Woda miała około 46 stopni Celsjusza i trzeba było wychodzić z niej co ok. 5-7 minut, żeby nie zasłabnąć. Decydując się na kąpiel, koniecznie zabierz ze sobą butelkę zimnej wody do picia, żeby uzupełniać płyny!

Po jakiejś półgodzinie dotarł do nas masażysta. Oblał Luka gorącą wodą i wymasował gąbką – materiałowym workiem pełnym mydła.

– To mój sześćdziesiąty masaż dzisiaj – poinformował nas łazienny, wylewając na Luka kolejne wiadro gorącej wody. – Ostatni. Nareszcie!

Potem wyszedł, a po chwili zawitała do nas kobieta, która z kolei wymasowała mnie. Miłe zadbanie o komfort klienta.

 

 
Poznajesz Borysa ;)?

I na tym właściwie zakończyła się cała przygoda. Na korytarzu znaleźliśmy suszarkę, a nieliczni lokalsi, którzy zajrzeli na kąpiel, leniwie wymieniali przy kontuarze ploteczki z panią zarządzającą przybytkiem. Jeżeli tylko będziesz mieć możliwość, koniecznie wygospodaruj dwie godziny na taką rozrywkę. To naprawdę interesujące doświadczenie i dobry przerywnik w planie intensywnego zwiedzania.

 

Porady: 
Jak dotrzeć do „naszej” łaźni? 
Idź wzdłuż akweduktu, mając go po prawej stronie, w kierunku na wschód. Zauważysz miejsce, w którym łaźnie się kończą. Właśnie w tej okolicy znajduje się szyld z napisem RESTAURANT na górze oraz BATH na dole. O dalszą trasę zapytaj w restauracji :). 
Co zabrać ze sobą? 
Przyda się ręcznik oraz mydło. Możesz kupić je na miejscu, ale za ok. 5-10 GEL (7-15 zł). Weź też klapki – co prawda zastaniesz parę na miejscu, ale używając swoich, zmniejszysz ryzyko zarażenia się jakimś paskudztwem. W końcu to miejsce publiczne! Poza tym koniecznie pamiętaj o zabraniu wody do picia.

 
Udanej zabawy :)!
 

 

 

Facebookby featherUdostępnij znajomym / Share with friends
Facebookby featherPolub na fejsbuku / Like Page

Dodaj komentarz